wtorek, 19 marca 2013

Pasta jajeczna

Z racji tego, że jakimś dziwnym sposobem w mojej lodówce znalazło się bardzo dużo jajek, a przez ten tydzień jestem sama w domu, to należałoby owe jajka skonsumować. Omlety, jajka na miękko/twardo, jajecznica, jajka w majonezie... A może zrobić coś nowego? Coś, co nadawałoby się na śniadanie z chrupiącym chlebkiem? To dobry czas na zrobienie pasty jajecznej :)
Rzadko ją robię, całkowicie zapomniałam o tym, że jajka można wykorzystać także w taki sposób. A więc do dzieła:

3 jajka na twardo
2 łyżki majonezu
1 łyżka musztardy
sól i pieprz do smaku
natka pietruszki (może być też koperek, szczypiorek)

Ugotowane jajka obieramy, gnieciemy widelcem. Dodajemy majonez, musztardę, mieszamy. Dodajemy sól, pieprz i zieleninkę, jeszcze raz mieszamy i gotowe! Pyszne, sycące śniadanko.



P.S: NIE CHCĘ JUŻ TEGO ŚNIEGU! Chcę zaśpiewać "wiosna, wiosna, ach to ty..."


wtorek, 12 marca 2013

Pada i pada... Musiałam z powrotem wyciągnąć schowany już na następny sezon płaszcz zimowy, a na to miejsce powiesić swoją ulubioną wiosenno-letnio-jesienną "skórę". Ale przyszły tydzień ma być już ciepły, także przezimuję sobie w swoim grajdołku tak długo jak tylko będę mogła (chociaż większą część dnia będę spędzać poza domem - studia dzienne + akurat w tym tygodniu wypada mi zjazd na podyplomowych, jak na złość!).





Wyprawa z poprzedniego posta jednak się nie udała, wygrała chęć spędzenia dnia pod kołdrą w cieple. Więc na obiad były odmrażane (jeszcze z sylwestra;) ) krokiety. Ale za to wczoraj udało mi się wypełnić misję - byłam na zakupach i nawet zrobiłam obiad! Ponoć pyszny, w jury zasiadł mój wybredny, niewszystkojedzący M i ocenił danie 10/10, więc chyba nie było tak źle ;) Zwłaszcza, że drugi raz w życiu robiłam rybę (w sosie śmietanowo-serowym i mimo, że smakował troszkę jak sos beszamelowy, danie wyszło naprawdę dobre, aż sama siebie muszę pochwalić;) ).

Ryba w sosie śmietanowo - serowym:
filety rybne
ok 100 dag sera żółtego
sól, pieprz
bazylia
1 średnia cebula
natka pietruszki
śmietana 18%
oliwa/olej
cytryna

Rybę skrapiamy sokiem z cytryny, (akurat w domu miałam tylko limonkę, też pasuje) oprószamy z jednej strony solą, pieprzem i bazylią,. Następnie rozgrzewamy patelnię z olejem, wkładamy pokrojoną drobno cebulę. Czekamy aż zacznie się szklić, w tym czasie możemy robić sos. Do miseczki wkładamy liczbę łyżek śmietany zależną od ilości filetów (1 filet - 1 łyżka), garść startego sera, solimy, pieprzymy, możemy dodać troszeczkę drobno pokrojonej natki, mieszamy. Wracamy do patelni - gdy cebula jest już zaszklona, wkładamy na nią rybę, kładąc ją przyprawioną stroną w stronę cebuli, następnie przyprawiamy "pustą" stronę ryby. Wykładamy sos na rybę, posypujemy dosyć obficie serem żółtym i dusimy pod pokrywką około 20 min. Przy podawaniu można udekorować pozostałą częścią natki pietruszki. Mówię Wam, pychota!




Samozaparcie w słusznej sprawie, czyli przytycia 5 kg, jest na wysokim poziomie, aczkolwiek jest to zadanie trudne, nie wiem czy nie trudniejsze niż odchudzanie. Jestem na początku tej drogi, ale samo podjęcie działania w sprawie jest już dużym krokiem. Nie wiem co będę robić źle a co dobrze, sama muszę poznać swój organizm i jego reakcje na powolną zmianę diety. Więcej witamin, więcej soków, więcej posiłków, więcej, więcej, więcej! Takie postanowienie wiosenne, które uda mi się zrealizować. Na pewno!

niedziela, 10 marca 2013

No tak... Wracam po ponad roku. Blog jako forma nauki sumienności się nie sprawdził, może sprawdzi się jako terapia przeciwdepresyjna. Rzuciłam się w wir "wszystkorobienia", ataki sprzątawicy towarzyszą mi prawie każdego dnia, ataki kucharzenia także. Włosomania nie opuszcza mnie na krok.
Pomimo tylko kilku dni wiosennej aury udało mi się naładować akumulatory (zapewne zaraz się rozładują, bo sam widok za oknem napawa mnie chęcią wejścia pod kołdrę i niewyciągania noska spod niej), ale skoro mam jeszcze werwę, by tworzyć te wypociny, staram się resztkę tej pozytywnej energii wykorzystać jak najlepiej. Dlatego też czym prędzej zakładam kalosze, kurtkę z kapturem i idę na długi spacer połączony z zakupami - po powrocie zamknę się w kuchni i będę tworzyć. Może tym co wyszło, podzielę się z Wami ;)
A! I muszę się pochwalić - ostatnio, pomimo starego, w pół zepsutego piekarnika udało mi się zrobić całkiem przyzwoite ciasto. Moje słodkie wyroby w całym życiu można zliczyć na palcach jednej ręki, ale staram się doskonalić gdy tylko mam czas, bo ochotę mam zawsze :)
A oto i moje dzieło: (Przepraszam za jakość zdjęć, robię je telefonem, gdyż zgubiłam przejściówkę do ładowarki aparatu, przy najbliższej okazji postaram się zakupić).

Ciasto składa się z biszkoptu kakaowego, masy budyniowej, brzoskwiń w puszce i galaretek.
Jeżeli komuś zrobiłam tak zwanego "smaka" - nie krępujcie się pytać o przepis. Tak jak mówiłam, jestem początkującą kuchareczką (żeby nie powiedzieć kurą domową), dlatego też przepis jest bardzo prosty.



Pozdrawiam czytających, jeśli takowi są...