Pomimo tylko kilku dni wiosennej aury udało mi się naładować akumulatory (zapewne zaraz się rozładują, bo sam widok za oknem napawa mnie chęcią wejścia pod kołdrę i niewyciągania noska spod niej), ale skoro mam jeszcze werwę, by tworzyć te wypociny, staram się resztkę tej pozytywnej energii wykorzystać jak najlepiej. Dlatego też czym prędzej zakładam kalosze, kurtkę z kapturem i idę na długi spacer połączony z zakupami - po powrocie zamknę się w kuchni i będę tworzyć. Może tym co wyszło, podzielę się z Wami ;)
A! I muszę się pochwalić - ostatnio, pomimo starego, w pół zepsutego piekarnika udało mi się zrobić całkiem przyzwoite ciasto. Moje słodkie wyroby w całym życiu można zliczyć na palcach jednej ręki, ale staram się doskonalić gdy tylko mam czas, bo ochotę mam zawsze :)
A oto i moje dzieło: (Przepraszam za jakość zdjęć, robię je telefonem, gdyż zgubiłam przejściówkę do ładowarki aparatu, przy najbliższej okazji postaram się zakupić).
Ciasto składa się z biszkoptu kakaowego, masy budyniowej, brzoskwiń w puszce i galaretek.
Jeżeli komuś zrobiłam tak zwanego "smaka" - nie krępujcie się pytać o przepis. Tak jak mówiłam, jestem początkującą kuchareczką (żeby nie powiedzieć kurą domową), dlatego też przepis jest bardzo prosty.
Pozdrawiam czytających, jeśli takowi są...


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz